"Proszę państwa do gazu" - rzeczywistość obozowa
Opowiadanie zaczyna się od opisu upalnego dnia w obozie. Narrator o imieniu Tadek, pracujący w komandzie "Kanada" (grupa więźniów odpowiedzialna za rozładunek transportów), zostaje wezwany do pracy przy nowym transporcie z Sosnowca i Będzina.
Na rampie rozgrywają się przerażające sceny - ludzie wychodzą zdezorientowani z wagonów, nie wiedząc, co ich czeka. Esesman "uspokaja" tłum strzelając serią w powietrze. Młodzi idą do pracy w lagrze, starsi, chorzy i dzieci trafiają prosto do komór gazowych. Między wagonami krąży karetka Czerwonego Krzyża - pozorna pomoc medyczna, która w rzeczywistości przewozi cyklon B do zagazowania ludzi.
Uwaga! Opowiadanie Borowskiego pokazuje mechanizm dehumanizacji - więźniowie, by przetrwać, muszą wyrzec się człowieczeństwa i uczestniczyć w zbrodniczym systemie.
Tadek obserwuje dramatyczne sceny: martwe niemowlęta w wagonach, rozdzielane rodziny, parę kochanków, którzy nie chcą się rozstać, dziewczynkę bez nóg wrzucaną na stos trupów. Pod wpływem tych doświadczeń zadaje Henri'emu pytanie: "czy my jesteśmy ludźmi dobrymi?". Czuje, że uczestniczy w systemie zbrodni, ale jednocześnie nie ma wyboru - musi to robić, by przetrwać.
Opowiadanie kończy się obrazem dymu z krematoriów unoszącego się nad Birkenau. "Transport sosnowiecki już się pali" - stwierdza beznamiętnie narrator, pokazując jak obozowa rzeczywistość zabija w nim emocje i wrażliwość.



